piątek, 24 marca 2017

Tatry dla początkujących: Dywany Krokusów - Polana Chochołowska

Jakoś tak się złożyło, że to już trzeci z rzędu post podróżniczy. No ale tak to właśnie u nas wygląda na wiosnę - w głowach mamy głównie plany wyjazdowe! Uwielbiamy przyrodę i to zazwyczaj na niej się skupiamy podczas wyszukiwania kolejnych uroczych zakątków. Od kilku lat, na początku wiosny wyczekuję momentu, w którym pokrywa śnieżna w tatrzańskich dolinach topnieje i odkrywa całe połacie fioletowych łąk! To spektakl nie do opisania słowami. Obecnie znowu przebieram nogami i nie mogę się doczekać tegorocznej wyprawy.

Na taki widok moje serce bije zdecydowanie szybciej!


Polana Chochołowska jest chyba najbardziej popularnym miejscem gdzie można zobaczyć kwitnące krokusy. To prawda, że wiele ludzi podąża w tym samym kierunku. Nas to jednak nie zniechęca. Wyszukanie spokojnych miejsc w tłumie opanowaliśmy niemalże do perfekcji. Zawsze znajdzie się ustronne miejsce gdzie można zwyczajnie wyłączyć się i odpocząć. Krokusów jest sporo,wystarczy dla każdego!


Polana Chochołowska wiosną to jedno z takich miejsc, które warto zobaczyć choć raz w życiu :) Dla nas jest to pierwsze po zimie solidne ładowanie akumulatorów. Śmiejemy się czasami, że to jedno z naszych prywatnych Miejsc Mocy :) Taki pewnik :) Wiadomo, że wrócimy zadowoleni i odprężeni. Chętnie polecamy takie miejsca, bo dobrem warto się dzielić :) Mamy ich więcej w zanadrzu, o wszystkich na pewno tutaj nie napiszę (te bardziej kameralne zostawię dla nas - haha ), ale sporo z nich będzie miało swoje "pięć minut".


Jeszcze przed Chochołowską, po lewej stronie znajduje się przepiękna, niezatłoczona polana. Zawsze organizujemy sobie tam dłuższą przerwę, ponieważ oferuje to co lubimy: ciszę i spokój. Kolejny raz potwierdza się zasada, że nie warto pędzić do celu, ponieważ ważniejsza od niego może okazać się droga jaką pokonujemy :)


Bardzo, na prawdę bardzo zachęcam Cię do takiej wyprawy :) Wspomnienia. Emocje. Kolory. To wszystko i jeszcze więcej zostanie z Tobą na zawsze :) Niewykluczone, że uzależnisz się od tego widoku i wiosnę co roku będziesz witała w Tatrach :)
 

Krokusy zakwitają o różnych porach, dlatego najlepiej jest śledzić profile np. Schroniska na Polanie Chochołowskiej, lub serwisu Tatromaniak. Informacje tam zamieszczane są najbardziej wiarygodne.
Do zobaczenia na szlaku!
PS. Jeśli znasz jakieś na prawdę fajne miejsce w którym można solidnie wypocząć, napisz mi proszę o nim w komentarzu :)
Dzięki, że zaglądasz :)
Aneta

czwartek, 16 marca 2017

Atrakcyjny Górny Śląsk: Bytom - wycieczka jednodniowa.

Mieszkam na Górnym Śląsku już sporo lat, a dopiero od niedawna poczułam ogromną ochotę, by sprawdzić co ma do zaoferowania. No cóż, do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć :) Zazwyczaj myśląc o atrakcyjnych miejscach, planowaliśmy wyjazdy zdecydowanie dalsze, tak jakby tutaj na miejscu nie było nic ciekawego. Prawda jest inna i sukcesywnie będę dopisywała kolejne miejsca, z nadzieją, że zachęcę Cię do wybrania się w moje strony, albo zainspiruję Cię abyś spojrzała na swoją okolicę okiem turysty. Czas wolny, poza urlopem wakacyjnym, pozwala nam na głównie jednodniowe wycieczki. Nie jest to dla nas żadną przeszkodą. W jeden dzień można zobaczyć całkiem sporo. Skąd biorę pomysły na takie krótkie wypady? Napisałam o tym w poście Jednodniowe wycieczki. Przeczytasz tam o pomyśle, dzięki któremu "widzi się więcej". Kiedy ograniczymy sobie ilość możliwości - nagle widzimy to czego wcześniej nie dostrzegaliśmy.

Do Bytomia zwabił nas Targ Staroci, który odbywa się tutaj w pierwszy piątek i sobotę miesiąca. Szkoda byłoby oczywiście poprzestać na samym targowisku, dlatego szybko ułożyłam plan wycieczki (uwielbiam to robić!) i pojechaliśmy do miasta, które kojarzyło mi się wyłącznie z szarymi i zaniedbanymi budynkami.

Sam targ jest ogromny, a liczba straganów imponująca. Spacerowaliśmy kilka godzin oglądając zarówno przedmioty z duszą, jaki i zwyczajne... klamoty :) Żeby złowić "perełki" trzeba wprawnego oka :D Ja swoje dopiero wyrabiam haha, dlatego kupiłam jedynie białą, porcelanową tabliczkę, którą przykręca się do ściany. Mam słabość do białej porcelany i nie mogłam przejść obok niej obojętnie :D Miałam też ochotę na biały, porcelanowy wazon, ale ostatecznie odpuściłam, czego teraz oczywiście żałuję i śni mi się on po nocach :) 
źródło
Chodzenie od straganu do straganu niezmiernie męczy więc pojechaliśmy w okolice rynku w poszukiwaniu czegoś pysznego do  zjedzenia. I tak trafiliśmy do małej pizzerii zlokalizowanej przy jednaj z bocznych uliczek - Wagon, ul. Rycerska 5. Lokal jest malutki, ma tylko kilka stolików, ale nawet jeśli wszystkie są zajęte - warto poczekać.

żródło
Posileni, zajrzeliśmy do informacji turystycznej znajdującej się na rynku. Co prawda plan na ten dzień mieliśmy opracowany, ale lubię mieć papierową mapę w ręku - to raz, a dwa - nowe materiały na pewno okażą się pomocne w planowaniu kolejnej wizyty, a pewna jestem, że do niej dojdzie. Tak więc punkt informacyjny odwiedzamy zawsze, bez względu na to jak dobrze jesteśmy przygotowani do zwiedzania.


Piechotą przeszliśmy do Muzeum Górnośląskiego, które zachwyciło nas swoimi zbiorami! Byliśmy na prawdę oczarowani! Obejrzeliśmy wystawy stałe mieszczące się w głównym budynku. Bilet rodzinny kosztował nas 20 zł. W cenie są ekspozycje zlokalizowane na trzech piętrach.

Na pierwszym piętrze znajduje się Dział Przyrody Górnego Śląska: lasy, wody i mokradła, a wczoraj (15.03.2017) dołączyły pola i łąki. Oferuje on ponad 500 tysięcy (!) okazów zoologicznych, botanicznych i geologicznych. Na prawdę jest co oglądać :)





Drugie piętro to Etnografia: Z życia ludu śląskiego. Ponad 20 tysięcy eksponatów związanych z szeroko rozumianą kulturą Górnego Śląska XIX i XX wieku. Prawdziwa perełka! Ileż tam można się dowiedzieć! Mnóstwo wspomnień :) Przypomniałam sobie jak z moim dziadkiem robiłam krzyżyki z palmy wielkanocnej. Wtykaliśmy je w ziemię z każdej strony podwórka. Miało to gwarantować urodzaj i... chyba działało :)






Na trzecim piętrze znajduje się dział: Sztuka, z różnorodnymi dziełami o szerokim zakresie chronologicznym


Subiektywnie - następnym razem zwiedzałabym w odwrotnej kolejności, czyli od góry do dołu. Pewnie dlatego, że najbardziej lubię przyrodę i klimaty folkowe :) Wyszliśmy zachwyceni, prawie trzy godziny minęły nie wiadomo kiedy :)

Po takiej dawce emocji pora na deser, a jeśli deser to lody u Fiołków. Własny wyrób i oryginalne smaki. Uwielbiam wyszukiwać takie miejsca!
źródło
Ostatnim punktem programu był spacer w stronę kościoła św. Jacka. I tutaj zaskoczenie i zachwyt jednocześnie. Budowla neoromańska, niesamowity klimat! Kocham, kocham, kocham! Bardzo ładnie podświetlona. Obok kawiarenka, pewnie sprawdzimy następnym razem co pysznego oferuje.





Dzień minął niesamowicie szybko i przyjemnie. Bytom swoimi atrakcjami bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Samo miasto jest nieco zaniedbane, ale z ogromnym potencjałem. Z utęsknieniem czekamy na wiosnę, a wtedy odwiedzimy bytomskie tereny zielone, których tam nie brakuje.
Uwielbiam taką różnorodność. Dla każdego coś miłego.

Bardzo polecam Ci taką wycieczkę. Wpadaj do Bytomia choć na jeden dzień. Na prawdę warto :) My na pewno tam wrócimy, by zobaczyć co jeszcze oferuje to miasto.
A może polecisz mi coś fajnego w Bytomiu? Chętnie uwzględnię to podczas kolejnej wizyty.

Dziękuję za odwiedziny i do napisania!
Aneta.

piątek, 3 marca 2017

Jednodniowe wycieczki - praktyczny przewodnik.

Zbliża się przepiękna pora roku. Moja ulubiona :) Po zimie głowę mam pełną pomysłów, również tych wyjazdowych. Zawsze byłam ciekawa świata i uwielbiałam poznawać nowe miejsca. Z każdego wyjazdu wracam z przewietrzoną głową! Wychodzę z założenia, że w każdym miejscu można znaleźć coś ciekawego, wystarczy odrobina chęci, a tych u mnie nie brakuje.

Znalazłam kiedyś w internecie pomysł, którym chcę się dzisiaj z Tobą podzielić. Sprawdził się w stu procentach i zrobił wiele dobrego :) Przede wszystkim okazało się, że faktycznie nie trzeba jechać daleko, żeby było fajnie :) Często jest tak, że niewiele wiemy o najbliższej okolicy, traktujemy ją nieco po macoszemu. Wszystko wydaje się takie znajome, a nawet mało atrakcyjne.

Zdarza się, że w weekendowy poranek, po przebudzeniu, spontanicznie decyduję, że mam ochotę na jakąś wycieczkę. Kiedyś wyglądało to tak, że w takim wypadku jechałam w ulubione miejsca. Natomiast teraz wygląda to inaczej. A jak? A tak :)


Na mapie zaznaczyłam (oczywiście orientacyjnie):
  • niebieskim okręgiem - miejsca oddalone o około godzinę drogi od domu. To nasze wycieczki bardzo spontaniczne. Dojazd i powrót nie zajmują zbyt wiele czasu, można na miejscu spokojnie pozwiedzać i odpocząć. Nie trzeba zrywać się z łóżka skoro świt.
  • czerwonym okręgiem - miejsca oddalone mniej więcej o dwie godziny drogi od domu. To dla nas max jeśli chodzi o jednodniowe wyjazdy. Dłuższe trasy są męczące i niewiele czasu zostaje na atrakcje na miejscu. Takie wyjazdy zazwyczaj planujemy chociaż dzień wcześniej i wstajemy o odpowiedniej porze.
  • zielone odcinki - tworzą obszar bardziej precyzyjny, to taki okrąg czerwony w stopniu zaawansowanym - uwzględniłam szybkie połączenia komunikacyjne, obwodnice itd.
Na mapie w internecie (Google map's) sukcesywnie zaznaczam sobie gwiazdką miejsca, które chcę odwiedzić. Jest to bardzo pomocne w momencie gdy wyjazd nie jest zaplanowany i szybko trzeba podjąć decyzję co w danym miejscu nas interesuje. Dodatkowo, ponieważ jestem turystycznie zakręcona, prowadzę zeszyt, w którym w długie zimowe wieczory planuję sobie różne podróże bliższe i dalsze :) Na prawdę to kocham i cieszę się, że mogę realizować te moje pomysły! A w dodatku zima mija mi przyjemnie :)

Właśnie jutro wybieram się na niedaleką wycieczkę. Jestem pewna, że gdyby nie ta zakreślona mapa, długo nie zawitałabym w to miejsce. Nie kojarzyło mi się jako atrakcyjne. Po szybkim przejrzeniu informacji w internecie jestem nieco zaskoczona i w efekcie bardzo podekscytowana!

Gorąco polecam Ci stworzenie takiej mapy. Po paru latach będziesz ekspertem turystycznym swojej okolicy ;) Poza tym, fajnie jest wiedzieć co ciekawego jest praktycznie na wyciągnięcie ręki. Bardzo się cieszę na ten sezon, który się rozpoczyna. Wprost uwielbiam wyjazdy wiosenne! Nie ma jeszcze tłumów, a słoneczko już pięknie przygrzewa i wszystko budzi się do życia :)

Udanych wyjazdów!
Aneta :)

środa, 1 marca 2017

Lista moich 100 marzeń :)

Być może pomyślałaś, że to zawrotna liczba? Parę lat temu natrafiłam na taki pomysł w internecie i też się zdziwiłam. Jak to? Aż 100 marzeń? Hmmm, dziś powiem: tylko 100? Po co się ograniczać :)

Marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia.


Wierzę w to, że marzenia nadają życiu sens. Ludzie, którzy przestają marzyć to zazwyczaj smutni dorośli, których przytłacza codzienność. Odkąd zaczęłam zapisywać to czego bardzo bym chciała - stałam się bardziej skoncentrowana na pozytywnych aspektach życia. Mimochodem dostałam w pakiecie radość i optymistyczne spojrzenie na przyszłość. Marzenia błąkające się w zakamarkach duszy, a te zapisane na papierze to dwie zupełnie odrębne sprawy. Okazuje się, że to co nakreślone - ma większe szanse powodzenia.
 
Ale wszystko po kolei. Tworząc swoją listę, kierowałam się kilkoma prostymi zasadami:

1. Wpisywałam na nią wyłącznie własne marzenia dotyczące mnie. Czyli odpada wszystko czego chciałabym dla kogoś, włączając w to partnera, dziecko, rodziców itd. Oni mogą towarzyszyć mi kiedy będę je spełniała, jednakże przede wszystkim ja mam być w to zaangażowana.

2. Wpisywałam również marzenia, które już spełniłam. Te, które spowodowały u mnie niesamowity poziom ekscytacji. Dzięki takim wpisom wzrasta wiara w to, że kolejne też są tylko kwestią czasu :)

3. Notowałam wyłącznie marzenia, a nie cele, wyzwania czy plany, ponieważ to zupełnie inna kategoria.


Marzenia to coś co powoduje przyspieszone bicie serca gdy o tym tylko pomyślisz.  

Czyli jeśli chcesz nauczyć się języka obcego ponieważ umiejętność ta pozwoli Ci lepiej zarabiać czy podróżować bez ograniczeń - to to jest cel. Marzeniem jest natomiast podróż na przykład do Kenii. Jeśli natomiast myśl o nauce jakiegoś języka powoduje u Ciebie dreszcz podniecenia - wtedy śmiało - wpisuj na listę.  
Marzenie to coś dzięki czemu masz "ten" błysk w oku. 

4. Wpisałam również takie punkty, których spełnienie na tamtą chwilę wydawało mi się niemożliwe. Na przykład: chciałabym wydać kiedyś swoją książkę ale nie sądzę, by kiedykolwiek do tego doszło. Tak czy siak to marzenie ląduje na liście. Zauważ, że nie jest to lista marzeń możliwych do spełnienia, tylko marzeń ogólnie. Poza tym nie wiesz co będzie możliwe za 10, 20 czy 50 lat. Życie zaskakuje :) Niemożliwe nie istnieje :)

I tyle. Wystarczy kartka, a najlepiej piękny notes/zeszyt do zapisywania rzeczy ważnych, coś do pisania i możesz zaczynać.

Cudownie jest stworzyć takie zestawienie. To coś bardzo konkretnego, coś co zaczyna później krążyć wokół Ciebie, coś o czym myślisz i do czego w jakiś magiczny sposób zaczynasz dążyć.

Jeśli masz problem z wypisaniem tak wielu pozycji zainspiruj się listami dostępnymi w sieci. Jest ich na prawdę sporo. Czasami ciężko coś nazwać, albo wydobyć z zakamarków, do których upchnęliśmy marzenia dawno temu. Czytając pomysły innych osób, często naturalne jest to, że przychodzą nam do głowy nasze własne, a może okazać się i tak, że marzysz o czymś podobnym.

Pokażę Ci dzisiaj listę moich stu marzeń. Zrealizowane przekreślę, żeby było przejrzyściej. Powoli kończę zapełniać drugą listę. I powiem Ci, że na tym nie koniec.

MOICH 100 MARZEŃ


  1. Poznać tajemnicę bycia szczęśliwą.
  2. Zobaczyć polskie morze zimą.
  3. Spędzić letnią noc w chatce w środku lasu.
  4. Mieć na ciele piękne indyjskie wzory namalowane henną.
  5. Mieć dużego, białego psa.
  6. Przygotowywać desery dla jednej z ulubionych restauracji (np. Bugsy w Pszczynie).
  7. Odbyć wyprawę rowerową, np. Szlakiem Orlich Gniazd.
  8. Zobaczyć urocze zakątki Bieszczad.
  9. Spędzić wakacje na kempingu.
  10. Mieć własny kamper, taki z oddzielną sypialnią, kuchnią i w ogóle, i w szczególe ;)
  11. Mieszkać w USA.
  12. Zagrać w sztuce teatralnej. 
  13. Spędzić noc w podwodnym hotelu.
  14. Wydać własną książkę.
  15. Nauczyć się pływać.
  16. Nauczyć się jeździć na nartach.
  17. Nauczyć się jeździć na łyżwach. 
  18. Namalować obraz i powiesić go na ścianie własnego mieszkania.
  19. Inspirować innych do spełniania marzeń.
  20. Kurs tańca brzucha.
  21. Spróbować jogi.
  22. Spędzić 2 tygodnie w totalnej głuszy. 
  23. Nocować w pokoju z zapierającym dech w piersiach widokiem na Tatry.
  24. Zaszaleć w Disneylandzie.
  25. Jeździć ulicami Beverly Hills (jak Brenda :D - kto oglądał, ten wie!)
  26. Zobaczyć pokaz walców wiedeńskich. (Te przepiękne suknie!)
  27. Zwiedzić część jakiegoś kraju jadąc wzdłuż wybrzeża.
  28. Wypoczywać bez towarzystwa na uroczej, kameralnej plaży z nieziemskimi widokami.
  29. Spędzić noc na zamku.
  30. Festiwal Woodstock.
  31. Festiwal Jarocin.
  32. Sesja zdjęciowa u prawdziwego pasjonata, również akty :)
  33. Zobaczyć flamingi na żywo. 
  34. Safari w Afryce.
  35. Kurs Vedic Art.
  36. Tańczyć w najprawdziwszej sukni  balowej ;) (Jak Anna Karenina :D)
  37. Zobaczyć wschód słońca na plaży.
  38. Kosztować włoskich specjałów, w miejscach gdzie jadają rodowici Włosi.
  39. Zjeść pizzę z Kasią, autorką bloga Dom z kamienia.
  40. Wschód słońca w Tatrach, na szczycie.
  41. Zobaczyć wschód słońca na tle ogromnych kaktusów w Utah.
  42. Przejść się po Saharze.
  43. Zdobyć Koronę Gór Polski.
  44. Hodować drzewo figowe.
  45. Nocować na dziko w obcym kraju.
  46. Zagrać w zespole muzycznym, choćby na grzebieniu ;)
  47. Poznać przyrodę Irlandii.
  48. Zobaczyć Zalipie.
  49. "Objazdówka" po Polsce.
  50. Słuchać szumu fal morskich przy otwartym oknie nocą. 
  51. Mieć swój ogród.
  52. Odwiedzić knajpkę "Przyjaciół".
  53. Przejechać się taksówką po Manhattanie.
  54. Wspiąć się na wysoki tatrzański szczyt. Być "na dachu" świata ;)
  55. Lecieć samolotem.
  56. Pojechać do Toskanii własnym samochodem i zatrzymywać się po drodze gdzie dusza zapragnie.
  57. Zobaczyć kolorowe domki w Cinque Terre.
  58. Zobaczyć widokówkową posiadłość w Toskanii. 
  59. Chodzić do szkoły w USA. (Jak Brenda - haha )
  60. Leżeć pod palmami na Florydzie.
  61. Zobaczyć Niagarę.
  62. Zobaczyć Wielki Kanion, Kanion Bryce i Kanion Antylopy.
  63. Jeździć białym fiatem 500.
  64. Stworzyć spójną, dopasowaną do osobowości garderobę.
  65. Kurs wizażu.
  66. Analiza kolorystyczna.
  67. Kurs szycia na maszynie.
  68. Wziąć udział w prawdziwym, całodziennym grzybobraniu.
  69. Być nauczycielką.
  70. Być autorką chętnie czytanego bloga.
  71. Kurs fotograficzny.
  72. Mój przepis wydrukowany w gazecie.
  73. Własna kawiarnia.
  74. Własne warsztaty rozwojowe.
  75. Zobaczyć delfiny na wolności.
  76. Zobaczyć wieloryby na wolności.
  77. Hodować pawie.
  78. Kurs florystyczny.
  79. Kurs coachingowy.
  80. Udział w Kręgach Kobiet.
  81. Piękny fotel "uszak" do czytania. (Z podnóżkiem)
  82. Być na wszystkich koncertach, o których marzyłam będąc nastolatką.
  83. Porozmawiać z Kasią Nosowską.
  84. Uczęszczać na warsztaty teatralne, aktorskie.
  85. Mieć pieniądze z hobby.
  86. Umieć czesać swoje włosy na kilka sposobów.
  87. Mieć wielu czytelników bloga kulinarnego.
  88. Jeździć konno po lesie.
  89. Zjeść posiłek w Atelier Amaro.
  90. Śpiewać szanty na żaglówce, na morzu.
  91. Wcisnąć "play" w radiowej Trójce latem, aby z głośników popłynęła Polka Dziadek.
  92. Zdobyć przepis na pyszne ciasteczka z włoskiej  cukierni w Toskanii.
  93. Wysiąść z pociągu na Grand Central i zwiedzać Nowy Jork bez planu.
  94. Zgubić się gdzieś i przeżyć mrożącą krew w żyłach przygodę.
  95. Zobaczyć kangura w Australii.
  96. Wybrać się na wyprawę z ekipą Busem przez Świat.
  97. Chodzić regularnie do teatru.
  98. Zaśpiewać w chórze.
  99. Leżeć w Tatrach na łące pełnej krokusów.
  100. Jeździć na słoniu jak Nel :D 
W moim notatniku powoli kończę zapełniać listę nr 2. Żyję między innymi po to, by sukcesywnie spełniać swoje marzenia. Już sobie nie wyobrażam inaczej. Marzę, więc jestem? Tak, to stwierdzenie jest mi bardzo bliskie. Bez jasno sprecyzowanych marzeń moje życie rozmywało się i biegło przypadkowym torem. Dlatego wciąż uzupełniam swoją magiczną listę, również o marzenia wielkiego kalibru. Obecne szanse ich spełnienia mnie nie interesują. Wypisuję dosłownie wszystko co mi w duszy gra i marzę tak często jak często mam na to ochotę :)

środa, 22 lutego 2017

Czyimi przekonaniami kieruję się w życiu?

Czy zastanawiałaś się kiedyś jak bardzo ważne jest to w jaki sposób myślisz? Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że Twoje myśli kształtują Twoje życie? Dla jednych świadomość tego może być przerażająca, a dla innych cudownie inspirująca. Wybór, jak zwykle, należy do każdego z osobna.

Twoje myśli stają się Twoimi przekonaniami. 
Natomiast te przekonania sterują Twoim zachowaniem, wyborami, całą Tobą.


Mając tego świadomość przyglądam się wciąż od nowa temu jak, co i kiedy myślę, jakie teorie wygłaszam, jakie opinie konstruuję. Jakimi przekonaniami kieruję się w życiu? Skąd i  od kogo one pochodzą? Kto w moim otoczeniu tak myśli/mówi/postrzega? Czy na pewno są to moje własne przekonania? Czy decyduję się myśleć tak jak X bądź Y? Tak, w świadomym życiu non stop analizuje się i dokonuje wyborów.

Czy to możliwe, że przez automatyczne przejęcie czyiś przekonań na dany temat - nigdy nie poznałam swoich własnych, prawdziwych? Takich wiesz, płynących prosto z mojego serca.

Czy jesteś ciekawa jakie są Twoje myśli i przekonania? Czy jesteś ciekawa co tak na prawdę czujesz i myślisz Ty - niezależnie od osób, które są lub były wokół Ciebie? Jest bardzo prawdopodobne, że część swoich przekonań po prostu bezrefleksyjnie przejęłaś od innych. Z różnych powodów. Oczywiście nic w tym złego. Pod warunkiem, że świadomie tak wybrałaś. Jeśli chcesz, by te myśli były również Twoje - wspaniale. A jeśli czujesz, że myślisz inaczej - to również wspaniale.  

Masz prawo czuć i myśleć tak jak chcesz :) 
Po prostu. 

Jasne, wymaga to trochę pracy. Trzeba pomyśleć, zastanowić się, nazwać po imieniu, ale właśnie w ten sposób tworzymy siebie :) Autentycznych :)

Od czasu do czasu warto przeprowadzić sobie aktualizację własnych przekonań. Życie się zmienia, my się zmieniamy i myśli również mogą się zmieniać. Mam prawo do tego, by zwyczajnie zmienić zdanie. Tak samo jak mam prawo myśleć inaczej niż się tego ode mnie oczekuje. Każdy jest inny, każdy ma prawo myśleć po swojemu. I to jest wspaniałe.

Myślę, że szalenie ważne jest to, żeby przekonania, którymi się kieruję były moje własne. Przemyślane, nazwane i płynące prosto z mojego serca.

W myślach tkwi ogromna siła. Możesz nimi kreować swoją przyszłość. Jeśli będziesz żyła myślami innych osób, nigdy tak na prawdę nie będziesz sobą. Jeśli natomiast odważysz się żyć własnymi myślami - odkryjesz siebie prawdziwą. Poznasz siebie, dowiesz się kim jesteś i będziesz siebie szanowała jak nigdy dotąd. Ponieważ będziesz autentyczna. Tego Ci życzę :)

Ja od dawna już wybieram te myśli, które robią mi dobrze ;) A Ty? :)


środa, 15 lutego 2017

Gdzie czaiło się to szczęście, którego tak pragnęłam i jak je znalazłam :)

Wiesz, że jestem zakręcona na punkcie harmonijnego, przyjemnego i szczęśliwego życia. Moje poszukiwania trwały latami, z różnymi skutkami. Najgorzej było gdy natrafiłam na mur w postaci stwierdzenia, że to wszystko każdy ma w sobie. Fajnie, tylko, że gdybym to miała to nie szukałabym ;) Proste? Proste!
Ale po nitce do kłębka i już wiem, że innej drogi nie ma. Jeśli szukamy na zewnątrz, to owszem, momentami znajdziemy, ale to nie będzie zależne od nas. Nie o coś takiego mi chodziło. Na szczęście wiele zrozumiałam i uwielbiam o tym opowiadać innym.

Brzozy moje ukochane, w magicznym miejscu :) Tyyyyyle wspomnień :)

Jeśli mam szukać w sobie, to dobrze byłoby wiedzieć co tam konkretnie jest. Tam, czyli w moim wnętrzu, duszy, sercu. Bo wiesz, to nie jest tak, że gdy zagłębiasz się w siebie to tworzysz siebie od nowa. Inną, idealną, taką jaką chciałabyś być lub jaką inni chcieliby Cię widzieć. Ty już jesteś, tylko niepoznana, ulepiona na jakiś kształt, z jakiś powodów. Chodzi o to, by poznać siebie prawdziwą. Z wadami i zaletami. Z troskami i radościami. Z chceniem i niechceniem. Z byciem na wyżynach i leżeniem na podłodze. Z uśmiechem na twarzy i łzami w sercu. Z całym pakietem swojego Ja wewnętrznego. Swojego własnego, wyłącznie własnego.
Docieranie do siebie wymaga wyrozumiałości dla dokładnie wszystkich swoich odczuć. Nie tylko tych do tej pory lubianych i akceptowanych. Wszystkich. One nie wzięły się znikąd, one mają jakieś źródło, gdzieś tkwi ich przyczyna.

Mogę przeżyć życie zaprzeczając temu co czuję i ganiąc się za to w  myślach. Mogę starać się nie czuć czegoś, a w zamian zmuszać się, by czuć coś innego. Mogę się całe życie oszukiwać, karcić i wymagać od siebie wciąż więcej. Jasne, że mogę. Tylko po co? I jakim kosztem?

Pewnego dnia podjęłam świadomą decyzję: nie, nie chcę siebie traktować w taki sposób. Chcę zrozumieć skąd i po co? Chcę czuć prawdziwie. Chcę wziąć pełną odpowiedzialność za swoje życie, a nie obarczać nią innych. (To słynne: ona mnie denerwuje itd. To nie ona Cię denerwuje. To Ty z jakiegoś powodu się denerwujesz. Rozumiesz różnicę? Coś Ci to przypomina, dotyka czegoś ważnego, co nosisz w sobie i dlatego Cię to denerwuje. Ludzie mogą robić Ci różne rzeczy, ale to jak na to zareagujesz to indywidualny wybór.) Tak więc zapadła decyzja. Decyzja o byciu autentyczną. O podjęciu (czasami nadludzkiego) wysiłku, który doprowadził mnie do poczucia, że to ja, wyłącznie ja jestem odpowiedzialna, ja decyduję i ja steruję swoim życiem. Takie poczucie sprawczości jest cudowne.

To była decyzja o kierowaniu się tym co podpowiada mi moje własne serce. Nie serce partnera, rodzica, dziecka, znajomych, przyjaciół, sąsiadów, szefa, księdza i kogo tam jeszcze, tylko moje własne - często zepchnięte na któreś z kolei miejsce w szeregu. Moje serce jest zawsze na pierwszym miejscu. Ponieważ tylko wtedy jestem w stanie z pełnym zaangażowaniem dać z siebie innym to co najlepsze. A dawać uwielbiam.

To była najlepsza decyzja w moim życiu. Trwam w niej niezmiennie już kilka lat, a poczucie szczęścia (choć teraz inaczej je definiuję), którego tak cierpliwie i z taką determinacją szukałam pojawiło się samo. Właśnie wtedy gdy otworzyłam się na siebie prawdziwą (stąd nazwa bloga), a nie tą, którą ktoś chce żebym była.

Dlatego właśnie jestem przekonana o tym, że Ja Autentyczne to klucz do prawdziwego lub jak kto woli - szczęśliwego życia. Poznanie. Uświadomienie. Zrozumienie. Akceptacja. Wyrozumiałość. Wdzięczność. Miłość. Ja Prawdziwa. Różnorodna.

Zadaję sobie pytania, mnóstwo pytań. Rozmawiam ze sobą jak z najlepszą przyjaciółką. Czego mi brakuje? Czego nie chcę w swoim życiu? A co chcę żeby było? Bez czego nie chcę żyć? Jakie są MOJE najwyższe wartości. Co lubię? Czego nie lubię? Z kim chcę spędzać czas, a z kim nie? Jak chcę spędzać czas wolny? Pytań jest mnóstwo.
Obserwuję siebie, przebywam sama ze sobą, zawsze znajduję na to czas. To jest bardzo ważny czas, nie wyobrażam sobie go nie mieć.
Zastanawiam się nad tym co pozornie już wiem, poszukuję i odkrywam na nowo. Zadaję sobie podstawowe pytanie: Co JA o tym myślę? W głębi serca.
Traktuję siebie jak swoje ukochane dziecko, daję sobie wszystko co najlepsze. Opiekuję się sobą i jestem dla siebie wyrozumiała. Im więcej mam wyrozumiałości dla siebie, tym więcej mam jej również dla innych.

To taka magia. To działa. Warto. Polecam :) Najfajniejsze jest to, że ten proces ciągle trwa. Zmienia się życie i ja też się zmieniam. Wciąż nieustannie jestem siebie ciekawa. Jestem ciekawa jak będzie zmieniała się moja osobowość na przestrzeni lat. To na prawdę fascynująca przygoda.

Jestem ciekawa jak to wygląda u Ciebie? Lubisz siebie? Jesteś ze sobą w zgodzie? A może bardzo chciałabyś być bardziej prawdziwa? Masz ochotę na podjęcie takiej decyzji? Na życie w zgodzie ze sobą? Na zobaczenie jaka jesteś na prawdę? Na poznanie siebie?

Pozdrawiam Cię serdecznie życząc samych cudowności :)

wtorek, 7 lutego 2017

DIY: 5 prostych projektów z sercem w roli głównej. Nie tylko na Walentynki.

Bardzo wierzę w to, że dom nabiera wyjątkowego klimatu, kiedy tu i ówdzie wkomponuję dekorację, którą wykonałam własnoręcznie.  Najbardziej lubię takie, które są nieskomplikowane w wykonaniu. Jestem zwolenniczką minimalizmu i dla mnie mniej, znaczy tak na prawdę więcej.
Omijam szerokim łukiem coroczne spory nad zasadnością obchodzenia Walentynek w Polsce i robię po swojemu, czyli bez skrajności ;) Ani nie jestem walentynkowo zakręcona, ani ich nie bojkotuję. Szanuję to, że są ludzie, którzy to święto pokochali i tacy, którzy nie widzą w nim żadnego sensu. Sam symbol serca bardzo do mnie przemawia i jest ze mną przez cały rok.

Na moim poprzednim blogu zamieściłam kilka pomysłów na "sercowe" dekoracje, a jako, że już go nie aktualizuję, bardzo chcę mieć je tutaj, dlatego zapraszam Cię do zainspirowania się.

1. HERBATA Z SERCEM


Jak widzisz, wystarczy chwila wolnego czasu plus dobry pomysł, by powstało coś nietypowego :) Ze zwykłych saszetek z herbatą odczep etykiety i przyklej swoje - np. serca :) Kolor, kształt, wielkość - tutaj decyduje wyłącznie Twoja fantazja :)) Gotowe :)


**********

2. SERCE Z CEKINÓW
 

Ozdoba jest bardzo łatwa w wykonaniu, a przy tym efektowna. W dodatku, w moim odczuciu, minimalistyczna. Czyli tak jak lubię, minimum wysiłku, max efektu ;)  Do bieli i szarości, które dominują w naszym domu, czerwień pasuje znakomicie. Wykonanie jest banalnie proste. I przyjemne :)


 **********

3. KARTKA 3D Z OPCJĄ ZAWIESZENIA 


Instrukcję potrzebną do zrobienia papierowych ślimaków znajdziesz TUTAJ. Wytnij z papieru serce-bazę. Niech będzie w tym samym kolorze co różyczki.Różyczki naklejaj kolejno wzdłuż obwodu serca, następnie wypełnij nimi środek. Jeśli wytniesz podwójne serce-bazę (jak laurkę) i ozdobisz w podany sposób powstanie piękna kartka walentynkowa :) Dodaj kawałek złożonej na pół tasiemki i będzie zawieszka.

**********

4. DEKORACJA ŚWIECZKI


Zwykłą świeczkę można odmienić w parę chwil. Ja zrobiłam to tak: serca wycięłam ze starej książki i przymocowałam do świeczki drutem. Dokleiłam trzy papierowe kwiatki, które zrobiłam w ten sposób: (spokojnie dasz radę nawinąć ponacinany pasek na patyczek do szaszłyków)
 

1. Przygotuj patyczek szaszłykowy, bądź wykałaczkę (jeśli masz igłę do quillingu  to świetnie, jeśli nie - patyczki są dobrym zamiennikiem), pasek papieru z kartki A4 o szerokości 1 cm, pasek o szerokości 3 mm i długości 1/3 grubszego paska, nożyczki, klej.
2. Grubszy pasek złóż dwukrotnie.
3. Na całej długości zrób nacięcia jak na zdjęciu i rozłóż
4. Cieńszy pasek naklej na długość 1 cm na grubszym pasku z nienaciętej strony.
5,6. Przy pomocy patyczka lub igły do quillingu zwiń oba paski, końcówkę przymocuj klejem.
7. Zdejmij zwinięte paski.
8. Powyginaj nacięte paseczki na zewnątrz, formując płatki.
9. Gotowe :) Oczywiście możesz dowolnie łączyć kolory pasków.

**********

 5. GIRLANDA
 

A teraz coś na co musisz poświęcić nieco więcej czasu, ale wykonanie jest równie proste :) Z dowolnego papieru - u mnie stara książka - wytnij bazy w dowolnym kształcie. (Pamiętaj aby kartka była zgięta na pół, wtedy wyciętą bazę przełożysz przez sznurek, a jej końce skleisz, dzięki czemu nie będzie się przesuwała.) Na każdą bazę przyklej serce. Sznurek przymocuj w dowolnym miejscu i rozmieść dekory tak, aby odległości pomiędzy nimi były równe. Przygotuj o dwa serca więcej niż masz baz, przydadzą się jako zakończenie sznurka :)


**********

W tym roku na pewno zrobię girlandę, którą zawieszę w kuchni zamiast tej zimowo-świątecznej (klik) z szyszek i jodły. Nie zdecydowałam jeszcze jakiego koloru będą serca, może jasno-zielone, pastelowe? Stworzą fajną harmonię z kwiatami doniczkowymi i paprotką (klik), którą przywlokłam ze spaceru i zawiesiłam na ścianie w ramce. Tak, prawdopodobnie w tym roku będzie zielono. A u Ciebie?

Pozdrawiam,
Aneta